Otwórz menu
Bajki

Smok wawelski

Polska legenda: smok spod Wawelu straszy cały Kraków, rycerze uciekają, a skromny szewc Skuba pokonuje go igłą i sprytem.

  • Trochę strasznie
  • Trochę niebezpiecznie
Dla rodziców

Dawno, dawno temu nad szeroką Wisłą książę Krak zbudował zamek na wysokim wzgórzu Wawel. Wokół zamku wyrósł Kraków: z rynkiem, piekarniami, kuźniami i małym warsztatem szewskim tuż pod górą. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedno: we wzgórzu, w głębokiej jaskini nad wodą, mieszkał smok.

Ależ to był smok! Długi jak trzy wozy, pokryty zielono-brunatną łuską, z ostrym grzebieniem na grzbiecie i ogonem, który zamiatał ziemię jak miotła. Gdy ziewnął, z paszczy buchał dym. Gdy kichnął, w całym Krakowie dzwoniły okiennice.

Co rano wypełzał ze swojej jaskini, walił ogonem w kamienie — bach! bach! — i ryczał tak, że Wisła marszczyła się falami:

— R-r-r-ra-a-a!

To znaczyło jedno: „Śniadanie!”. Więc ludzie musieli codziennie przeganiać do jaskini trzy cielęta albo trzy barany. A jak nie przegonili, smok sam szedł na pastwisko, a wtedy owce rozbiegały się, gdzie która mogła, a pasterze chowali się w stogach siana, aż im nogi wystawały.

Śniadań smok nigdy nie przeżuwał. Ham! — i połykał w całości. A potem długo pił z Wisły — chlup, chlup, chlup — bo od własnego dymu zawsze zasychało mu w gardle.

— Jeszcze trochę, a zostaniemy bez ani jednej owcy — wzdychały gospodynie.

— I bez ani jednego cielęcia — biadali pasterze.

— I bez ani jednego placka! — burczał piekarz, bo smok ryczał akurat wtedy, gdy w dzieży rosło ciasto, a ciasto ze strachu siadało.

Książę Krak zwołał swoich rycerzy.

— Kto przegoni smoka, dostanie ode mnie hojną nagrodę! — ogłosił.

Pierwszy pojechał rycerz w tak lśniącej zbroi, że aż bolały oczy od patrzenia. Brzdęk-brzdęk, brzdęk-brzdęk — dzwoniła zbroja na każdym kroku.

— Hej, smoku! Wychodź na pojedynek! — zawołał przy jaskini.

Smok wysunął głowę, zobaczył siebie w lśniącym napierśniku, ze zdziwienia zamrugał — i dmuchnął. Fff! Czarny dym otulił rycerza od stóp do głów. Koń parsknął, obrócił się i poniósł jeźdźca z powrotem do miasta. Rycerz wrócił czarny jak kominiarz, tylko zęby mu bielały.

— On na mnie... kichnął — wykasłał rycerz.

Drugi rycerz wziął włócznię, długą-przedługą.

— Ja się do niego nawet nie zbliżę — wyjaśnił. — Dosięgnę go z daleka!

Ale smok tylko kłapnął zębami — chrup! — i z włóczni został kikut drzewca, akurat do mieszania kaszy.

— Teraz mam najkrótszą włócznię w Krakowie — powiedział smutno rycerz.

Trzeci rycerz schował się za tarczą, wielką jak wrota stodoły. Smok leniwie machnął ogonem — bam! — i tarcza poleciała do Wisły. Plusk! A rycerz tak popędził do domu, że po drodze zgubił but.

Tego samego wieczoru przykuśtykał w jednym bucie do warsztatu szewskiego pod górą. Przy świecy siedział tam szewc Skuba — niski, wąsaty, w skórzanym fartuchu, z szydłem za uchem. Stuk-stuk-stuk — stukał jego młotek.

— Uszyjesz mi nowy but? — poprosił rycerz i zarumienił się. — Stary został w smoczych krzakach.

— Uszyję — kiwnął głową Skuba. — A smoka, panie rycerzu, mieczem się nie weźmie. Tu potrzeba sprytu.

Rycerz roześmiał się:

— Spryt! Może jeszcze pokonasz go igłą?

Skuba nic nie odpowiedział. Tylko spojrzał na igłę w dłoni i uśmiechnął się w wąsy.

Rano poszedł do zamku. Stał przed księciem, mnął w rękach czapkę i wstydził się, bo jeszcze nigdy nie był w tak wysokich salach.

— Jaśnie książę, ja nie rycerz, ja szewc — powiedział cicho. — Ale co rano patrzę z progu, jak smok je śniadanie. Cieląt nie żuje, połyka w całości. A potem długo pije z Wisły. No i pomyślałem...

I opowiedział swój plan.

Rycerze stojący wokół spojrzeli po sobie i zachichotali:

— Szewc przeciw smokowi! A to mi wojownik!

Ale książę Krak podniósł rękę i wszyscy ucichli.

— Miecze już próbowaliśmy — powiedział. — Spróbujmy igły. Dajcie szewcowi wszystko, o co poprosi.

A Skuba poprosił o niewiele: cielęcą skórę, wielki worek siarki — żółtej, piekącej, od której aż w nosie kręci — i świecę na całą noc.

Całą noc w warsztacie świeciło okienko. Skuba napchał skórę siarką ciasno-ciasno, żeby ani odrobina się nie wysypała. Potem zaszył ją tak drobnymi ściegami, że nawet z bliska ich nie dojrzysz. Przyszył uszka, ogonek z kitką, a węgielkiem namalował oczka.

— Mu-u — powiedział za cielaka, mrugnął do samego siebie i cichutko się roześmiał.

O świcie Skuba postawił „cielaka” tuż przy jaskini. A cały Kraków schował się za murami i wyglądał spomiędzy zębów: co to będzie?

Z jaskini powiało dymem. Zaszeleściła łuska. Wysunęła się wielka głowa. Smok pociągnął nosem powietrze, zobaczył cielaka, oblizał się — i ham! Połknął go w całości, jak zawsze, wcale nie żując.

Przez chwilę było cicho. A potem smok mrugnął raz, mrugnął drugi — i z nozdrzy prysnęły mu żółte iskry. Fff! Fff-ff! Siarka w smoczym ogniu zaskwierczała i zapiekła tak, jakby połknął cały piec.

Smok zaryczał i co sił pognał do Wisły. Wsadził pysk w wodę — i zaczął pić. Chlup-chlup-chlup! Pił i pił. Pił i pił. Wody w rzece ubywało i ubywało. Ryby wytrzeszczyły ze zdziwienia oczy, żaby usiadły na gołym piasku i nie wiedziały, dokąd teraz skakać. A smok wciąż pił.

I coraz bardziej się nadymał. Najpierw był wielki jak beczka. Potem — jak wóz. Potem — jak stóg siana. Potem — jak cała chata! Łapy ledwo sięgały ziemi, a ogon sterczał do góry jak u przestraszonego kota.

— Zaraz coś będzie — szepnął ktoś na murze.

I było.

BU-U-UCH!

Nad Wisłą wzbił się taki obłok białej pary, że na chwilę zasłonił i rzekę, i wzgórze, i cały zamek. Ludzie zatkali uszy, kury w mieście pofrunęły na płoty, a piekarzowi spadła czapka.

Gdy para się rozwiała, smoka już nie było. Ani głowy, ani ogona, ani grzebienia. Tylko pusta jaskinia, cicha rzeka, która pomalutku znów napełniała się wodą, i maleńki obłoczek pary, który popłynął z wiatrem gdzieś daleko, daleko.

Ach, jak się Kraków cieszył! Biły dzwony, grały fujarki, pasterze wygnali stada na łąki i nikogo się nie bali, a piekarz jeszcze tego samego dnia upiekł największy placek w swoim życiu.

Książę Krak wezwał Skubę do zamku i hojnie go nagrodził: dał mu pełną skrzynię srebra, nowy dom z czerwonym dachem i warsztat tak przestronny, że zmieściłyby się w nim trzy stare.

— Miecze sobie nie poradziły, a igła sobie poradziła — powiedział książę przy wszystkich rycerzach. — Dziękuję ci, mistrzu.

Skuba zarumienił się, ukłonił i rzekł:

— Dziękuję i Waszej Książęcej Mości. A teraz, za pozwoleniem, pójdę. Przecież obiecałem pewnemu rycerzowi but.

A smocza jaskinia stoi do dziś. Jest pod zamkiem na Wawelu w Krakowie i nazywa się Smocza Jama. Można zejść do niej stromymi schodami i wyjść prosto na brzeg Wisły, gdzie kiedyś smok pił i pił, aż zniknął.

Podobała Ci się bajka?

Na motywach: Polskie legendy, 1597

Dla rodziców

O czym jest bajka

Polska legenda o smoku z jaskini pod Wawelem, którego nie potrafią przegonić nawet rycerze w lśniących zbrojach. Dzieci śmieją się z rycerza czarnego jak kominiarz i z najkrótszej włóczni w Krakowie, a potem czekają, co też wymyślił skromny szewc z igłą.

Czego uczy

  • Spryt
  • Odpowiedzialność

Pytania do rozmowy z dzieckiem

  • Dlaczego rycerzom nie udało się przegonić smoka, a szewcowi się udało?
  • Co zauważył Skuba, gdy co rano patrzył, jak smok je śniadanie?
  • Jak myślisz, dlaczego Skuba po otrzymaniu nagrody od razu przypomniał sobie o bucie dla rycerza?

W domu

Zbudujcie z koca i poduszek smoczą jaskinię i odegrajcie scenki z rycerzami: brzęk zbroi, czarny dym, tarcza w rzece, zgubiony but. Niech dziecko samo rozda role.

Zdanie na pamiątkę

„A smoka, panie rycerzu, mieczem się nie weźmie. Tu potrzeba sprytu.”

Ta bajka w innych językach

Wkrótce: wpisujesz imię — i powstaje bajka o Twoim dziecku. Naciśnij, jeśli na taką czekasz.

Jesteś już na liście oczekujących

Może Ci się też spodobać

  • Chłopiec Jaś wspina się po fasolowej łodydze, która rośnie od chatki aż do chmur.

    Jaś i magiczna fasola

    Jaś zamienia krowę na pięć czarodziejskich ziaren fasoli, wspina się po łodydze aż za chmury i ucieka przed olbrzymem z kurką i złotą harfą.

    6–8 lat7 min czytaniaPrzygody

  • Dwanaście łódeczek z księżniczkami i królewiczami płynie nocą przez jezioro do jaśniejącego pałacu, a w jednej łódce ledwo widać żołnierza w szarej pelerynie.

    Dwanaście tańczących księżniczek

    Stary żołnierz w pelerynie-niewidce idzie za dwunastoma księżniczkami przez czarodziejskie gaje i odkrywa, gdzie co noc zdzierają trzewiczki.

    6–8 lat7 min czytaniaCzarodziejskie

  • Myszka Perez w słomkowym kapelusiku prowadzi za łapkę złotą myszkę Bubiego ciemną rurą

    Myszka Perez

    Mały król Bubi wyrusza nocą z myszką Perezem do biednego chłopca Gilita i dowiaduje się, co to znaczy być królem.

    6–8 lat10 min czytaniaO dobroci

  • Lapoński chłopiec Sampo pędzi na reniferze ze złotymi rogami po zaśnieżonej górze pod zorzą polarną

    Sampo, mały Lapończyk

    Mały lapoński chłopiec Sampo nocą rusza na górę Górskiego Króla i odważnie mówi olbrzymowi, że słońce na pewno wróci.

    6–8 lat9 min czytaniaZimowe

  • Aladyn trzyma starą miedzianą lampę, a nad nim unosi się dymnozłocisty olbrzym-duch

    Aladyn i cudowna lampa

    Leniwy chłopak Aladyn znajduje w lochu cudowną lampę, a gdy przebiegły czarownik ją kradnie, odzyskuje wszystko własnym sprytem.

    9–12 lat15 min czytaniaCzarodziejskie

  • Maleńka Calineczka siedzi w otwartym czerwonym tulipanie na parapecie.

    Calineczka

    Maleńka dziewczynka z tulipana ucieka przed ropuchą, chrabąszczem i ślepym kretem, a uratowana przez nią jaskółka zabiera ją do ciepłej krainy kwiatów.

    6–8 lat9 min czytaniaCzarodziejskie