Rexik, Trika i najdłuższa szyja
Trika zakłada się z wysoką Alą, kto pierwszy znajdzie zgubioną torebkę Ketzy. A torebka cały czas była tam, gdzie Ala sama nie może zajrzeć.
- Spokojna bajka
Pewnego ranka do Paprociowej Doliny przybyła nowa sąsiadka, tak wysoka, że Rexik w pierwszej chwili pomyślał, że to drzewo idzie nad rzekę.
Bum… bum… — dudniły jej nogi. Szyja ciągnęła się w górę jak pień, a malutka głowa kołysała się aż pod chmurami. Skórę miała piaskową, w zielone plamki, jakby ktoś obsypał ją liśćmi.
— To Ala! Alamozaurzyca! — zawołała z nieba Ketza. — Przyszła z południa, będzie teraz u nas mieszkać, i jest bardzo grzeczna, i ja pierwsza się o niej dowiedziałam, bo jestem listonoszką! I nie jestem dinozaurem, jestem latającym gadem!
Ketza usiadła na gałęzi wysokiej magnolii i zaczęła rozkładać listy. Ala akurat przechodziła pod magnolią. Ketza tak zamachała skrzydłami na powitanie, że z gałęzi aż posypały się liście.
— Oj, coś mnie łaskocze — zaśmiała się Ala i poruszyła ramionami. — Pewnie listek spadł.
I poszła dalej, nad rzekę, gdzie zebrała się już prawie cała dolina.
— Alu, a co jest za pagórkiem? — zawołał Rexik.
Ala uniosła głowę jeszcze wyżej.
— Tam drzemie babcia Anki. Na grzbiecie zakwitł jej kwiatek.
— A za rzeką?
— Tam twój tata łowi ryby. I chyba śpiewa.
Wszyscy nadstawili uszu. Zza rzeki naprawdę dobiegło fałszywe „La-la-la-a-a!”. Ciocia Frila zaśmiała się tak głośno, że z krzaka wyfrunęły ptaki.
— Alamozaury to jedne z największych dinozaurów, jakie w ogóle żyły na świecie — powiedziała. — Od nosa do ogona Ala jest dłuższa od dwóch tatów Rexika!
— Ooo — westchnęli wszyscy.
Wszyscy oprócz Triki. Trika tupnęła nogą.
— Phi, też mi coś, daleko widzi! — prychnęła. — Za to ja znajduję wszystko szybciej niż ktokolwiek. Bo ja biegam!
— Triko, a może nie trzeba?… — szepnął Rexik.
— Nie bój się, Panie Może-Nie-Trzeba — machnęła łapką.
Wtem — szur-szur! — na brzeg klapnęła Ketza. Grzebień sterczy, skrzydła rozczapierzone.
— Nieszczęście! Nieszczęście-nieszczęście-nieszczęście! Zginęła moja torebka! A w niej listy dla całej doliny! Dla wujka Roga, dla babci Anki, dla twojej mamy, Triko, i jeszcze jeden, bardzo ważny, tylko zapomniałam, dla kogo!
— Ja znajdę! — krzyknęła Trika. Odwróciła się do Ali i nastawiła różki. — Zakład! Kto pierwszy znajdzie torebkę, ten jest najlepszym poszukiwaczem w dolinie. A kto przegra, ten powie to na głos, przy wszystkich.
Ala ze zdziwieniem zamrugała z góry.
— No… dobrze — powiedziała.
— Oj, córciu — pokręciła głową ciocia Frila i nie wiedzieć czemu się uśmiechnęła.
Ala uniosła głowę ponad drzewa i powoli powiodła nią: tu, tam.
— Widzę rzekę — mówiła. — Widzę gniazdo na skale. Widzę, jak wujek Róg i tata Rexika kłócą się, który z nich głośniej ryczy… Torebki nie widzę.
A Trika już pędziła. Hop przez kamień! Szus pod paproć! Bum w sagowce! Plum do strumyka — aż bryzgi do nieba.
— Znalazłam! — dobiegło z krzaków. — Oj, nie. To szyszka.
Rexik nie biegł. Szedł powoli i patrzył pod nogi, bo pod nogami zawsze coś jest: kamyczek, ślad, piórko.
Przy ścieżce na paproci wisiał listek. Zwyczajny zielony listek, tylko cały porysowany drobnymi kreseczkami.
— Ketzo — zawołał Rexik — czy to nie twoje?
Ketza przyfrunęła i aż krzyknęła:
— Moje! List do wujka Roga! Czyli torebka jest gdzieś blisko!
Trochę dalej kolejny list utknął na krzaku. A jeszcze dalej — na gałęzi, wyżej niż głowa Rexika. Rexik przystanął i zmarszczył brwi. Listy nie leżały byle gdzie. Leżały przy wielkich okrągłych śladach. Tak wielkich, że Rexik mógłby usiąść w każdym z nich jak w dołku.
— Listy spadają z góry — powiedział Rexik sam do siebie. — Z wysoka, z bardzo wysoka. A kto tu dzisiaj chodził tak wysoko?
Poszedł wzdłuż śladów. Ślady prowadziły przez polanę prosto do… Ali. Ala stała pośrodku trawy, wyciągała szyję aż do lasu i mrużyła oczy.
Rexik się zawahał. A może nie trzeba? Jeszcze pomyślą, że zmyśla.
Wtem — szur! — z góry sfrunął list i plasnął go prosto w nos.
Rexik zadarł głowę. Wysoko na grzbiecie Ali, między łopatkami, kołysała się torebka z liści. Jej pasek zaczepił się o guzek na skórze i trzymał się mocno-mocno.
— Alu — zawołał Rexik. — Ona jest na twoim grzbiecie!
— Gdzie? — Ala obróciła szyję w lewo. Nic. W prawo. Nic. — Widzę całą dolinę aż po pagórek — zdziwiła się — a własnego grzbietu nie widzę!
— Magnolia! — zapiszczała Ketza. — Machałam do ciebie, a pasek — cap! A ja nawet nie zauważyłam! A ty jeszcze mówiłaś: „Coś mnie łaskocze”!
Wzleciała na grzbiet Ali i ostrożnie odczepiła torebkę.
Z krzaków wyskoczyła Trika — mokra, ubłocona, z szyszką na różku.
— Prawie… — zaczęła i umilkła.
Wszyscy na nią patrzyli. Na torebkę u Ketzy. Na Alę, która wciąż próbowała zerknąć sobie przez ramię.
— No to kto wygrał? — zapytała ciocia Frila, a oczy jej się śmiały.
Trika otworzyła pyszczek. Mogła powiedzieć: „Nie liczy się! Rexik się nie zakładał!”. Mogła powiedzieć: „Torebka była na Ali, to nie fair!”. Trika postała chwilę, poskrobała nogą ziemię. A potem powiedziała głośno, żeby słyszała cała dolina:
— Przegrałam. Biegałam najszybciej ze wszystkich i znalazłam tylko szyszkę. Najlepszy poszukiwacz w dolinie to nie ja.
Jej żółty kołnierz aż poróżowiał.
Ciocia Frila zaśmiała się tak głośno, że z magnolii zerwały się wszystkie ptaki naraz.
— Ma-a-amo! — jęknęła Trika.
Ale słowo się rzekło, i Trika dobrze o tym wiedziała.
Ketza tymczasem grzebała w torebce.
— A ten list, Rexiku, ten, co spadł ci na nos, weź sobie. Sama do siebie go napisałam. Wiesz, co w nim jest? „Ketzo, nie zgub torebki!”
Wszyscy się roześmiali. Nawet Trika, troszeczkę.
Wieczorem Rexik wrócił do domu z porysowanym listkiem w łapkach.
— Słyszałam, słyszałam — powiedziała mama, zanim zdążył otworzyć pyszczek. — Trika przegrała, a torebka przez cały dzień jeździła na Ali.
— Skąd wiesz?
— Mamine uszy słyszą wszystko.
— Kiedy byłem taki jak ty — zahuczał tata — znalazłem torebkę na grzbiecie największego… największego…
— Największej chmury — podpowiedziała mama. — Już to słyszałam.
Rexik położył listek na półeczce, między pasiastym kamyczkiem, suchym listkiem i listem z trzech słów. Potem umościł się w gniazdku i zamknął oczy.
Z góry widać całą dolinę, myślał. Ale niektóre rzeczy widać tylko z dołu.





